Cyrk – poczuć się jak Nel

Chyba nie jedna z Nas czytając „W pustyni i w puszczy” marzyła o tym aby mieć przy swoim boku Stasia. Mężczyznę, który się nami zajmie w dzikiej krainie i będzie myślał tylko o naszym bezpieczeństwie. A co jeszcze nas zachwycało w lekturze? Mnie ujarzmienie wielkiego stworzenia. Słoń jako mój przyjaciel, który będzie mnie niósł gdzie tylko zechcę - to jest coś. I co z marzeniami? Podobno trzeba je spełniać...


Ostatnio rozmawiałam z mężem, że Lena jest już na tyle duża, aby pokazać jej cyrk. I tu parę dni później jadąc przez miasto- Plakaty. Mała już samym rozstawianiem namiotu była zachwycona. Nadszedł dzień seansu… Miałam wrażenie, że my zarówno jak Lena (Zośka jeszcze godzi się na wszystko co się z nią dzieje o ile jest wyspana i najedzona :) cieszymy się na wyjście do cyrku. Miło jest poczuć się albo przynajmniej przypomnieć sobie jak to jest być dzieckiem. I to właśnie czuliśmy: powrót do odległych czasów. Zapach popcornu, waty cukrowej, migocące bibeloty. Obydwoje zaczęliśmy wspominać jakie wrażenie kiedyś robił na nas cyrk, nie żeby teraz mniejsze, ale na pewno inne. Kiedyś wszystko wydawało się olbrzymie, ale to chyba myśmy po prostu byli mniejsi. 
No ale wracając, spektakl imponujący. Chodzący, skaczący oraz żonglujący chłopiec na linie, tresura przepięknych tygrysów, niemniej fascynujące psy, występy akrobatyczne, pokaz zwierząt, motory w kuli... Spektakl podzielony był na dwie części i w przerwie można było zobaczyć zaplecze i zwierzęta, które przemierzają tysiące kilometrów z cyrkiem, co było dodatkową atrakcją dla dzieci. No a na koniec przedstawienia okazało się że można przejechać się na słoniu. I tu o to marzenie, o którym pisałam wcześniej. Lena bardzo chciała się przejechać, niestety, a może stety, okazało się że jest zbyt mała aby pojechać bez opiekuna. I tu wkraczam ja. Lena przybiega mówi co i jak, więc ja nie zastanawiając się zbyt długo idę z nią. Szczerze mówiąc dopiero jak wracałam do domu to doszło do mnie co zrobiłam ;). Siedziałam wysoko i jechałam na SŁONIU... 
Zdjęć może nie jest zbyt wiele, ale byłam jak zahipnotyzowana, więc o fotografowaniu nie myślałam.