Śnieżne szaleństwa

Z roku na rok pogoda jest coraz bardziej niepewna. Dlatego też coraz mniej istotne staja się przesądy ludowe na jej temat. Pamiętam jak kiedyś co rok ostrzegała mnie babcia przed kąpaniem się w jeziorze przed świętym Janem, bo jeszcze woda nie przekwitła. Czy też inne zabobony typu: świętej Barbery po lodzie to Boże Narodzenie po wodzie, lub kiedy styczeń najostrzejszy, wtedy roczek najpodlejszy. Teraz wiem, że trzeba korzystać z pogody kiedy ta na to pozwala.


I tak przez całe święta ubolewałam nad mroczną i wilgotną aurą oraz nad tym, że moje dzieciaki nie mogą tak jak ja kiedyś szaleć w śniegu: robić bałwana, zjeżdżać z górki na pazurki czy rzucać się śnieżkami. Dlatego gdy tylko spadł pierwszy śnieg, nie zważając na katary wyruszyliśmy...






A oto moje małe aniołki. Temu mniejszemu tak bardzo przypadła do gustu ta zabawa, że szukała cały czas okazji do położenie się w śniegu i machania rączkami.



I tak wymrożone z czerwonymi rumieńcami na policzkach, ale bardzo radosne wracają do ciepłego domu na gorąca herbatkę i domowe ciasto. A ja widzę w nich jakąś cząstkę swojego dzieciństwa. Fantastyczne są takie chwile...