Nasz weekend we Wiedniu - dzień drugi

Dzień drugi rozpoczęliśmy, ze względu na położenie naszego hotelu, od spaceru do Muzeum cesarzowej Elżbiety, słynnej Sisi. Zajęło nam to jakieś 20 minut. Dzięki czemu mogliśmy poczuć miejski klimat, z daleka od tłumów turystów, podejrzeć zwyczajne życie mieszkańców. W ten sposób można poczuć prawdziwość miejsca, w którym się jest. Ja bardzo go lubię.


I oto przed nami są cesarskie apartamenty Hofburg. W środku znajdziemy liczną zastawę stołową oraz pięknie zdobioną porcelanę, ale przede wszystkim wiele prywatnych przedmiotów monarchini. Począwszy od jej pięknych sukien, repliki pięknej biżuterii, podróżną apteczkę, osobistą siłownię, w której dbała o swoją formę, łazienkę, przypominającą już tą współczesną oraz wiele najsłynniejszych porterów cesarzowej.

Ale skąd takie zainteresowanie tą osobą? Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że to nie ona, tylko jej starsza siostra Helena, była "zarezerwowana" dla młodego cesarza. Jednak Franciszek Józef oczarowany został przez nieokrzesaną Elżbietę. Już jako 16-letnia dziewczyna została cesarzową Austrii. Niestety, wychowana na wsi, nie była przygotowana do surowych zasad życia dworskiego. Czując się coraz bardziej osaczona, zaczęła stopniowo "uciekać". Jedna z jej najsłynniejszych podróży, to wyjazd na Maderę, którą poradził jej lekarz ze względów zdrowotnych. 
Monarchini podziwiana ze względu na swoją urodę, bardzo o nią dbała. Stosowała częste głodówki, które pomagały jej utrzymać wagę 45-50 kilogramów przy wzroście 172 centymetrów. Do tego jeździła konno, spacerowała, jak również ćwiczyła w specjalnie przygotowanej na jej życzenie sali ćwiczeń. Dodatkowo zakładała maseczki, odbywała częste kąpiele, a jej długie włosy wymagały codziennie kilkugodzinnej pielęgnacji. W 1898 roku podczas pobytu w Genewie została dźgnięta pilnikiem w serce przez włoskiego anarchistę, który chciał zabić słynną osobę. 
I co w niej takiego niezwykłego? Jedni twierdzą, że była bardzo bliska zwykłym kobietom, innym podobał się fakt, że potrafiła wyłamać się ze sztywnych ram dworskich, często również porównywano do niej księżną Dianę... Mnie zainteresował również fakt, że nie tylko Franciszek Józef zakochał się w najpiękniejszej kobiecie XIX wieku, ale również Ludwik II, o którym pisałam już <tutaj>Jest pewne, że można o niej i jej życiu dyskutować długo.



A oto i bryczki, które są na prawdę wszędzie... Odgłos stukających kopyt dobiega nas nawet podczas oglądania muzeum, przez otwarte okna :).


Słynne ułożenie serwetki na cesarskim stole. Podobno jest to ścisła tajemnica, przekazywana z pokolenia na pokolenie.




Kolejnym punktem w naszym planie dnia jest katedra świętego Szczepana, jedna z największych tego typu budowli w Europie. Świątynia usytuowana jest w sercu najstarszej części miasta - Stephanplatz. Wzniesiona została w latach 1230/1240 - 1263. Ma bardzo charakterystyczną dachówkę, jest kolorystyka jest zjawiskowa i świetnie kontrastuje z jasnym kamieniem katedry :)



A oto widok rozciągający się z wieży katedry. Piękna panorama dachów Wiednia. Widać stąd kilka miejsc, które jeszcze bardzo chciałam odwiedzić. Niestety ten pędzący nieustannie czas :(




I tak to z niedosytem musimy wracać do naszej rzeczywistości, ale jest ona równie ciekawe jak to miejsce :)

Ceny biletów:
Muzeum Sisi: bilet Kombi 13,90 euro za sosbę dorosłą
Wjazd windą na wieżę katedry: 5,50 euro za osobę dorosłą