Słowenia - niedoceniona perełka Adriatyku

Jak już wspomniałam we wcześniejszym wpisie tegoroczny urlop spędziliśmy nad
Adriatykiem, a w zasadzie nad Zatoką Triesteńską. Ale do rzeczy. Dzisiaj chcę Wam przybliżyć Słowenię, w której spędziliśmy bardzo intensywne 3 dni.


Zatrzymaliśmy się w Koprze, ze względów ekonomicznych i geograficznych. Miasto jest dobrą bazę noclegową, z której łatwo i szybko mogliśmy dotrzeć do każdego z naszego celu podróży.


Pierwszego dnia po zakwaterowaniu zrobiliśmy rekonesans po okolicy. Zjadając pyszną doradę, podziwiając panoramę z wieży widokowej i zanurzając się w cieplutkim morzu poczuliśmy nadmorski klimat miasteczka. Mieliśmy również szczęście trafić na koncert włoskiego muzyka. Lubię bardzo takie niezaplanowane atrakcje, które umilają pobyt w danym miejscu ;)









Drugiego dnia zdobyliśmy się na odwagę i odwiedziliśmy jaskinie Szkocjańskie. Przepiękne wnętrza pozwalają Nam zobaczyć naturę niezmienioną przez czlowieka, co pozwala się wyciszyć i nacieszyć nią.


Obawialiśmy się, że nasze dziewczyny nie będą miały tyle siły w nogach, aby przejść ponad 3000 metrów udostępnione zwiedzającym. Na szczęście nasze podejrzenia nie były podstawne, a chłód jamy dał Nam lekką ulgę od panujących upałów.
Zdjęć w środku oczywiście robić nie wolno, ale wierzcie mi na słowo, że warto tu przyjechać. Mówi o tym choćby fakt, że 1986 roku jaskinię zapisano do światowego dziedzictwa UNESCO. Szum rzeki i przepiekne nacieki pokazują Nam dlaczego. Samo zwiedzanie trwa około 2 godzin, dlatego warto założyć coś cieplejszego.  Chociaż w lipcu gdy na zewnątrz panuje kolo 40 stopni starczy lekka narzutka.





Co prawda na początku planowaliśmy zbadać jaskinię Postojną, ale ze względu na odległość i trochę cenę biletów plan uległ zmianie, myślę, że na naszą korzyść.


Trzeciego dnia odstawiliśmy nasze cztery koła na rzecz autobusu, miedzy innymi ze względu na ograniczoną ilość parkingów w Piranie i ich ceny :).


I była to kolejna bardzo trafna decyzja. Przejazdy miedzy miastami odbywają się prawie co godzinę, a przystanek znajduję tuż przy Starym mieście, gdzie i tak nie można wjechać samochodem. Przejazd w jedną stronę wyniósł nas coś koło 6 euro za wszystkich.








Piran jest na prawdę pięknym, urokliwym miejscem. I rzeczywiście czuć tu włoski wkład w architekturę, ale moim zdaniem przesadne jest porównanie do Wenecji. Miasta na wodzie nie można porównywać z żadnym innym :D.
Ciekawą sprawą jest też to, że co jakiś czas, spacerując promenadą, można znaleźć wejście do morza i schłodzić w nim. Plaża jest betonowa, ale ma to jakiś urok. W końcu nie wszędzie musi być drobny piasek. Ja bardzo lubię różnorodność przyrody.
Warto również, chociaż nie jest łatwo ;), wspiąć się na mury obronne, skąd rozciągają się wspaniałe widoki. Rekompensują one wszystkie trudy wspinaczki przy 40 stopniach z dziećmi.